Jej marzeniem było wyjechać.
Ileż lat spędziła w tej samej pracy, z tymi samymi ludźmi…
Te same urodziny, te same rozmowy, te same spotkania, ta sama codzienność.
I to pytanie: czy można jeszcze coś zmienić?
Czy naprawdę ma spędzić całe życie tutaj, nie wiedząc, jak jest gdzie indziej?
Nowy kraj wydawał się ekscytujący.
Nowe życie.
Nowe możliwości.
Ale z drugiej strony… to tam ją ciągnęło, podczas gdy cała rodzina była tu.
I tak się zaczęło: poczucie winy i niekończące się rozważania.
Dlaczego właściwie miałaby czuć się winna za swoje marzenia?
Za to, że ma odwagę, której inni może nie mają?
Durny schemat.
Na początku tęsknota była ogromna.
Jakby ktoś wrzucił ją w sam środek emocjonalnego chaosu.
Ale z czasem pojawiły się nowe znajomości.
Nowa kultura.
Coraz większa swoboda w mówieniu w tym „obcym” języku…
I nagle – nie chciało się już tak bardzo wracać na święta.
Bo tam…
…trzeba dzielić się opłatkiem (czy naprawdę wierzymy w to, czego sobie życzymy raz w roku?),
…udawać, że jest się kimś, kim już się nie jest,
…prowadzić te same rozmowy, które już dawno przestały być jej.
I wtedy pojawiała się złość.
Dlaczego ona to sobie robi?
Przecież mogłaby odpocząć.
Zaczęła zauważać, że z każdym powrotem zaniedbuje siebie.
Że nie odpoczywa tak, jak naprawdę potrzebuje – w spokoju, w ciszy, w swoim rytmie.
Że spełnia cudze oczekiwania, a zaniedbuje swoje własne potrzeby.
A kiedy w końcu nie pojechała – na któreś święta czy kolejne wesele –
to znów pojawiło się to znajome uczucie:
– No szkoda, że Cię nie było.
– Wszyscy pytali o Ciebie.
– Nie wiedziałam, co im powiedzieć…
I znów: poczucie winy.
Miała wrażenie, że zawiodła.
Że rodzina musiała się za nią tłumaczyć…
Brzmi znajomo?
To takie błędne koło – poczucie winy, że jest tam, a nie tu.
Że wybiera siebie. Że się zmienia.
Że nie pasuje już w stare ramy.
Podziel się nimi w komentarzu albo w wiadomości – jestem tu, żeby słuchać.
zapraszam Cię na 30-minutową rozmowę.
Porozmawiamy, jak mogę Cię wesprzeć w odzyskiwaniu spokoju, siebie i własnej przestrzeni.

