Kasia, no temat mi przyszedł po Twoim poście o nauce języków. No więc ja mam blokadę do angielskiego – przy najprostszych zdaniach się zacinam, a potem je zaraz zapominam. Niemiecki za to znam świetnie, bo mieszkam w niemieckojęzycznym kraju i radzę sobie bardzo dobrze.
Rozmowa zaczęła się od pradziadka. Wyjechał do Ameryki, zostawiając w Polsce żonę z dziećmi, by przed pierwsza wojną światową pojechać „dorobić się.” Szybko nauczył się angielskiego i robił karierę w banku, nawet zgromadził całkiem sporo pieniędzy. Żona w Polsce czekała z dziećmi na te „miliony,” ale on wrócił bez niczego, jak stał – wojna, zwolnienia z pracy, kazano mu wracać do Polski. Wrócił bez pieniędzy, a jego opowieści o dawnej karierze i majątku zaczęto traktować jak żarty. W końcu przestał o tym mówić, bo nikt mu nie wierzył, a jego wartość w oczach rodziny podupadła- i uważano go za wariata. Zamiast amerykańskiego bankiera stał się „gadającym bez grosza,” a żona miała mu za złe, że ją zostawił, a potem wrócił bez niczego. Taki wstyd.
I tak już wtedy znajomość angielskiego w rodzinie kojarzyła się z możliwością szybkiego zarobku i kariery, ale też ze stratą, której nikt nie rozumiał, i z tym, że nikt mu nie wierzy, niskim poczuciem własnej wartości, bezsilnością, lękiem, poczuciem winy i wstydem. Gdy wrócił, miał około 27 lat – dokładnie tyle samo, co moja klientka, gdy wyjechała na emigrację. Na początku pracowała tylko na czarno, bo bała się powierzyć pieniądze bankowi, miała wrażenie, że ktoś ją oszuka. Język niemiecki opanowała szybko i rozumiała wszystkie zasady, umowy i urzędowe pisma. Mimo wszystko zawsze była nieufna wobec instytucji, szczególnie finansowych. W bankach, urzędach, przy ubezpieczeniach czuła się zagubiona, jakby była niewiele warta i miała zostać oszukana. Dosłownie mówiła, ze czuła się głupia. Jej mama też – pracowała latami na czarno i pieniądze chowała „w skarpecie”.
Teraz moja klientka miała problem z wypłatą ubezpieczenia i bardzo ją to irytowało. Powiedziała wręcz, że te instytucje „odbierają jej moc,” że czuje się głupia i niewystarczająca. Wyszło, że problem z nauką angielskiego jest wplątany w te całą historię, żeby ją chronić.
Przeprowadziłyśmy proces intencją – zaufanie do instytucji, poczucie swobody, lekkości i pewności siebie, by mogła być w nich naprawdę sobą. Rozpuściłyśmy negatywne emocje i uwolniłyśmy się od tego ciężaru związanego z pradziadkiem. Odróżniłyśmy potrzebę bycia „branym na poważnie”( bo tego potrzebowała przy każdej rozmowie w urzędzie, banku, ubezpieczeniach etc) od całej mieszanki negatywnych emocji, jakie czuła: bezsilności, lęku, niskiej wartości własnej, wstydu oraz jej naturalnych instynktów do zamrażania się i ukrywania.
Następnego dnia napisała mi, że zadzwonili z ubezpieczenia i że dostanie wypłatę z polisy. „Walczyła” z nimi od tygodni! Wyszło, że problem z angielskim wcale nie dotyczył angielskiego, tylko poczucia straty, winy i siły, w które wpędzały ja urzędowe sprawy w instytucjach.
Motyw przewodni – Instytucje odbierają mi moc i czuje się w ich procesach głupia.
Emocje – poczucie straty, poczucie winy, bezsilność, wstyd.
Potrzeba emocjonalna: Potrzeba bycia traktowana na poważnie.
Tekst własny.
Opublikowane za zgodą klientki
===============================
Prezentowany materiał nie stanowi porady medycznej. Ma charakter informacyjny i nie może być traktowany jako specjalistyczna porada, diagnoza lub zalecenie dotyczące leczenia. Nie zastępuje specjalistycznych badań lekarskich ani profesjonalnej konsultacji lekarskiej.
===============================
Zapraszam na sesje, gdzie pomagam odkryć niesprzyjające schematy myślowe i je przeformułować oraz uwolnić emocje z nimi związane.
Umów się na 30-to minutowa bezpłatną rozmowę. Opowiem jak pracuję i jak mogę Ci pomóc:
ctdbykasia@gmail.com / kasialewandowska.com
Podoba Ci się ten tekst –

