Pracowałam z Nati przez rok. Przez pierwsze dwa miesiące widywałyśmy się co tydzień, a później, kiedy tego potrzebowała, kiedy miała jakieś przemyślenia, kiedy miała ochotę. Wysoka, wyglądająca jak modelka, mądra i… w chaosie. Na początku powiedziała mi, że nic nie jest tak, jakby chciała, i nie rozumie dlaczego. Logicznie rzecz biorąc, mogła zrozumieć i zobaczyć kroki, które powinna podjąć, ale jakoś to nie działało. Była pomijana w awansach, jej związek był w rozsypce, bała się opinii matki — to powodowało, że czekała do ostatniej chwili z oznajmieniem swoich decyzji, ciągle myśląc, co ona powie.
Po pierwszej sesji miała lecieć do Paryża w sprawach biznesowych. Zadzwoniła do mnie z lotniska, tłumacząc, co się dzieje po sesji. Bardzo chciała, żeby coś się szybko zmieniło. I o dziwo, nie mogła znaleźć wyjścia na lotnisku, więc rozmawiała ze mną, ale też krzyczała do kogoś po angielsku: „Excuse me, where is the EXIT? Where is the exit?” Powtórzyła to kilka razy.
W trakcie naszych porannych spotkań o 7 rano dowiedziałam się, że tata Nati zmarł nagle, gdy miała 8 lat. W momencie kiedy to się działo, małą Nati zaprowadzono do łazienki. Przyjechało pogotowie, próbowali tatę ratować, wiele osób było w mieszkaniu, ale wszyscy zapomnieli o małej dziewczynce, która była tam sama w łazience, nie wiedząc, co się dzieje, nie rozumiejąc, czując się winna i zszokowana, dosłownie zamrożona i została tam kilka godzin.
W trakcie wszystkich rozmów i procesów, które przeprowadziłyśmy, często „byłyśmy w tej łazience” – wracając do tych emocji, które były głęboko zepchnięte i zignorowane – warstwa po warstwie. Mogłyśmy tam porozmawiać, mogłyśmy przytulić małą Natkę, mogłyśmy dodać jej odwagi, ale przez wiele tygodni nie była ona gotowa nawet dotknąć klamki.
W międzyczasie życie Nati zaczęło się zmieniać. Zaczęła docierać do swego wnętrza, zaczęła rozumieć, dlaczego jej życie było w chaosie, zaczęłyśmy układać wszystko w całość. Zaczęła dowiadywać się więcej o swojej rodzinie, jej korzeniach, odnowiła kontakt z rodziną ojca, zaczęła badać rodzinne korzenie. Cały ten proces sprawił, że czuła się bardziej sobą.
Zrobiła wszystkie zadania domowe, które jej zasugerowałam – włożyła w te procesy dużo serca i pracy Zaczęła mówić mamie coraz więcej o swoich decyzjach bez poczucia winy i oczekiwań. Kupiła sobie pięknego kota, mimo że w przeszłości jej mama mówiła, że nie lubi kotów, więc i Natka żadnego nie miała.
Na jednej z naszych ostatnich sesji zapytałam ją: „Nati, kto pomógłby ci wyjść z tej łazienki?” A ona szybko odpowiedziała: „Moja mama.” W mentalnym procesie poprosiliśmy jej mamę o pomoc. Trzymała tę małą dziewczynkę za rękę i pomogła jej odważnie wyjść z łazienki. Nati znalazła wyjście (the EXIT).
Dziękuję, Nati, za zaufanie, za piękne procesy i pozwolenie mi poprowadzić cię w tej części Twojej podróży.

